| Artur Długosz Anna Brzezińska "Zbójecki gościniec"
Fenomen literatury lekkiej
Jeśli już uprzeć się przy
terminie "debiut roku", to bez wątpienia należy się on autorce
"Zbójeckiego gościńca"; nie sądzę, aby ten rok przyniósł jeszcze ze sobą
równie dobrą literaturę w wykonaniu, bądź co bądź, debiutanta. Anna Brzezińska,
znana wcześniej bodajże z jednego opowiadania opublikowanego na łamach pisma
"Magia i Miecz", prezentuje bowiem pióro, o jakie w dzisiejszych czasach
naprawdę trudno. Wraz z kunsztem pisarskim idzie w parze głęboka wiedza, dzięki czemu
w efekcie czytelnik otrzymuje literaturę najwyższego sortu.
"Zbójecki gościniec" to w czasach
wiedźmina posunięcie zgoła karkołomne, czego dowodem jest choćby recenzja innej
polskiej powieści z tego gatunku zamieszczona w tym numerze Framzety. Fantasy jest bowiem
z natury rodzajem literatury, w którym trudno o oryginalność - księgarskie półki i
lady zdobią kolorowe okładki epigonów Tolkiena, również nasza lokalna fantastyka
dawno nie podała czegoś wartego przeczytania, czegoś, co miałoby posmak nowatorstwa w
pozytywnym tego słowa znaczeniu. Przygody zbója Twardokęska, niebezpiecznej Szarki i
wiedźmy spisane zręcznym stylem Anny Brzezińskiej mają szansę odmienić tę
sytuację, zważywszy zwłaszcza, że autorka deklaruje kontynuację powieści.
Autorka "Zbójeckiego gościńca",
specjalistka od staropolskich obyczajów i magii - cytując za tylną okładką powieści
- snuje swą opowieść niezwykle zgrabnie wykorzystując dosyć stereotypowe gadżety
gatunku, nie rezygnuje z nich będąc świadoma specyfiki i wymogów mechanizmów
światów fantasy, nie eksperymentuje ich kosztem - a również kosztem czytelnika. Miast
tego w prozie Anny Brzezińskiej nabierają one nowych cech i wymiarów, uroczo splecione
wyobraźnią autorki w spójny i ciekawy świat, funkcjonujący bez żadnych tarć i
innych nieprawdopodobieństw tak typowych dla wielu utworów tego gatunku.
Galeria bohaterów powieści jest tego
doskonałym przykładem; oto Twardokęsek utrzymujący się ze zbójeckiego rzemiosła
wcale nie pali się do bohaterskich czynów, jego dewizą jest raczej wyniesienie swej skóry z
każdej opresji jak najmniejszym kosztem, popchnięty do działania nadal kombinuje, jak
tu się samemu wymknąć, nie bacząc na kamratów. Przypadek sprawia, że epilog jego
niebezpiecznej części żywota, jak mu się zdaje; staje się prologiem wydarzeń, w
jakich wcale nie miał zamiaru brać udziału. Sprawując rolę przewodnika świata, w
którym przyszło mu żyć, klarownie i, rzekłbym, prosto wyjaśnia swe troski o własna
skórę, doskonale wywiązując się z roli, jaką określiła dla niego Anna Brzezińska.
Szarka, która pojawia się w życiu Twardokęska w sposób, rzekłbym klasyczny dla
fantasy, ma wszelkie cechy herosa znane z prozy magii i miecza. Uzbrojona w swoje
szarszuny, dosiadająca skrzydłonia i z wiecznie unoszącym się nad jej głową
jadziołkiem jest jednak kimś więcej. Nieustanny upór, jaki nią kieruje, zrozumiały
wraz z kolejnym stronicami powieści, jest przyczyną większości kłopotów także
Twardokęska, jej mimowolnego towarzysza, dzięki któremu poznajemy całą historię.
Znalazła też wreszcie autorka "Zbójeckiego gościńca" doskonałą rolę dla
dobrze znanej nam postaci wiedźmy; uzbrojona jest ona jedynie w swe naturalne zdolności i
mizernego kota jest postacią barwną i ciekawą, w niczym nie ustępującą pozostałym
postaciom pierwszoplanowym. Jej filozofia życia opiera się na czuciu tego, co ma
zrobić, a jej spontaniczność staje się kolejnym utrapieniem zbója Twardokęska.
Nie sposób nie wspomnieć o języku powieści;
jest to stylizacja na najwyższym poziomie, co zawdzięczamy zapewne głównie
wykształceniu autorki. Zna się ona bowiem na rzeczy, jak mało kto i umiejętnie tę
wiedzę wykorzystuje ofiarując czytelnikowi czystą przyjemność czytania; bez
toporności i innych potknięć, które tę przyjemność odbierają.
Nie sposób również zaprzeczyć, że
"Zbójecki gościniec" to powieść lekka, nawet rozrywkowa, co wcale nie
umniejsza jej wagi; w czasach panoszącej się w prozie kontrowersji - męczącej, typowej
i wtórnej - jest to fenomen, któremu warto poświęcić kilka godzin czytania, aby móc
potem wyczekiwać dalszych przygód ludzi wolnych od utrapień, jakie na nas zsyłają
inni autorzy.
|