Framzeta
Pismo SF FRAMLING. Numer 2 [marzec-kwiecień 1999]

Poprzednia strona Spis treści Następna strona

Artur Długosz

Anna Brzezińska "Zbójecki gościniec"
Fenomen literatury lekkiej

Jeśli już uprzeć się przy terminie "debiut roku", to bez wątpienia należy się on autorce "Zbójeckiego gościńca"; nie sądzę, aby ten rok przyniósł jeszcze ze sobą równie dobrą literaturę w wykonaniu, bądź co bądź, debiutanta. Anna Brzezińska, znana wcześniej bodajże z jednego opowiadania opublikowanego na łamach pisma "Magia i Miecz", prezentuje bowiem pióro, o jakie w dzisiejszych czasach naprawdę trudno. Wraz z kunsztem pisarskim idzie w parze głęboka wiedza, dzięki czemu w efekcie czytelnik otrzymuje literaturę najwyższego sortu.

"Zbójecki gościniec" to w czasach wiedźmina posunięcie zgoła karkołomne, czego dowodem jest choćby recenzja innej polskiej powieści z tego gatunku zamieszczona w tym numerze Framzety. Fantasy jest bowiem z natury rodzajem literatury, w którym trudno o oryginalność - księgarskie półki i lady zdobią kolorowe okładki epigonów Tolkiena, również nasza lokalna fantastyka dawno nie podała czegoś wartego przeczytania, czegoś, co miałoby posmak nowatorstwa w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Przygody zbója Twardokęska, niebezpiecznej Szarki i wiedźmy spisane zręcznym stylem Anny Brzezińskiej mają szansę odmienić tę sytuację, zważywszy zwłaszcza, że autorka deklaruje kontynuację powieści.

Autorka "Zbójeckiego gościńca", specjalistka od staropolskich obyczajów i magii - cytując za tylną okładką powieści - snuje swą opowieść niezwykle zgrabnie wykorzystując dosyć stereotypowe gadżety gatunku, nie rezygnuje z nich będąc świadoma specyfiki i wymogów mechanizmów światów fantasy, nie eksperymentuje ich kosztem - a również kosztem czytelnika. Miast tego w prozie Anny Brzezińskiej nabierają one nowych cech i wymiarów, uroczo splecione wyobraźnią autorki w spójny i ciekawy świat, funkcjonujący bez żadnych tarć i innych nieprawdopodobieństw tak typowych dla wielu utworów tego gatunku.

Galeria bohaterów powieści jest tego doskonałym przykładem; oto Twardokęsek utrzymujący się ze zbójeckiego rzemiosła wcale nie pali się do bohaterskich czynów, jego dewizą jest raczej wyniesienie swej skóry z każdej opresji jak najmniejszym kosztem, popchnięty do działania nadal kombinuje, jak tu się samemu wymknąć, nie bacząc na kamratów. Przypadek sprawia, że epilog jego niebezpiecznej części żywota, jak mu się zdaje; staje się prologiem wydarzeń, w jakich wcale nie miał zamiaru brać udziału. Sprawując rolę przewodnika świata, w którym przyszło mu żyć, klarownie i, rzekłbym, prosto wyjaśnia swe troski o własna skórę, doskonale wywiązując się z roli, jaką określiła dla niego Anna Brzezińska. Szarka, która pojawia się w życiu Twardokęska w sposób, rzekłbym klasyczny dla fantasy, ma wszelkie cechy herosa znane z prozy magii i miecza. Uzbrojona w swoje szarszuny, dosiadająca skrzydłonia i z wiecznie unoszącym się nad jej głową jadziołkiem jest jednak kimś więcej. Nieustanny upór, jaki nią kieruje, zrozumiały wraz z kolejnym stronicami powieści, jest przyczyną większości kłopotów także Twardokęska, jej mimowolnego towarzysza, dzięki któremu poznajemy całą historię. Znalazła też wreszcie autorka "Zbójeckiego gościńca" doskonałą rolę dla dobrze znanej nam postaci wiedźmy; uzbrojona jest ona jedynie w swe naturalne zdolności i mizernego kota jest postacią barwną i ciekawą, w niczym nie ustępującą pozostałym postaciom pierwszoplanowym. Jej filozofia życia opiera się na czuciu tego, co ma zrobić, a jej spontaniczność staje się kolejnym utrapieniem zbója Twardokęska.

Nie sposób nie wspomnieć o języku powieści; jest to stylizacja na najwyższym poziomie, co zawdzięczamy zapewne głównie wykształceniu autorki. Zna się ona bowiem na rzeczy, jak mało kto i umiejętnie tę wiedzę wykorzystuje ofiarując czytelnikowi czystą przyjemność czytania; bez toporności i innych potknięć, które tę przyjemność odbierają.

Nie sposób również zaprzeczyć, że "Zbójecki gościniec" to powieść lekka, nawet rozrywkowa, co wcale nie umniejsza jej wagi; w czasach panoszącej się w prozie kontrowersji - męczącej, typowej i wtórnej - jest to fenomen, któremu warto poświęcić kilka godzin czytania, aby móc potem wyczekiwać dalszych przygód ludzi wolnych od utrapień, jakie na nas zsyłają inni autorzy.


Poprzednia strona Spis treści Następna strona