| Jarosław Loretz Obcy 5: Zemsta
12 marca - Lądowanie było
udane. Planeta jest ładna.
14 marca - Firma miała rację - baza stoi. Trzeba tylko tu i ówdzie
usunąć hałdy śmieci. Skąd one się wzięły? A te dziury w ścianach?
29 marca - Zniknął Skoffen. Poszedł do kibla i więcej go nie
widzieliśmy.
30 marca - Mówią, że jakiś obcy dostał się do bazy.
1 kwietnia - Julia powiedziała, że w bazie jest nie "jakiś
obcy", a Obcy. Jakby to była jakaś różnica.
5 kwietnia - Robimy łowy na tego "Obcego".
6 kwietnia - Sytuacja wygląda trochę inaczej. To nie my jesteśmy
myśliwymi.
6 kwietnia, 21.00 - Tracimy salę za salą. Przygotowujemy broń.
Postanowiliśmy wykończyć skurczybyka za wszelką cenę.
6 kwietnia, 21.15 - Cholera, jego jest więcej, niż jeden. Jest go
całe mnóstwo. Ruszam do akcji.
6 kwietnia, 21.45 - Nici z decydującego starcia. Została nam jedna
sala. Czuję się cośkolwiek niepewnie.
6 kwietnia, 21.48 - Jezu, jaki on brzydki! Spróbuję dostać się do
promu.
6 kwietnia, 22.00 - Obcy był tam przede mną. Wiszę w kokonie.
7 kwietnia - Dalej wiszę.
8 kwietnia - Bez zmian.
9 kwietnia - Jak wyżej.
16 kwietnia - Zaczyna mi się to nudzić.
23 kwietnia - Minął kolejny weekend w śluzowatej brei.
30 kwietnia - Wciąż czekam na rozwój sytuacji. Zresztą nie ja
jeden.
8 maja - Dlaczego tak dziwnie na mnie popatrują?
9 maja - Wakacje się skończyły. Przyłożyli mi do twarzy jakieś
obrzydlistwo.
16 maja - Przeżyli rozczarowanie.
25 maja - Przejawiają coraz większe zniecierpliwienie .
28 maja - Siedzę sobie pośród jakichś skórzastych jaj. Fajne.
28 maja, 5 minut później - Niefajne.
29 maja - Czuję się okropnie. Świństwa oblazły mnie jak
szarańcza. Mam mdłości.
6 czerwca - Zupełnie nie wiem, czego ode mnie oczekują. Żeby mi
chociaż jakoś przekazali, na czym im tak zależy.
13 czerwca - Wyraźnie unikają korytarza, w którym wiszę.
15 czerwca - Zaczyna mnie to drażnić. Znowu mi przykładali do twarzy
tego robala.
24 czerwca - Dzisiaj bawiliśmy się w lekarza. Dokładnie mnie
przemacali.
30 czerwca - Chyba stracili do mnie serce. Ale wypuścić nie chcą. A
mnie zaczyna brakować kobiety.
3 lipca - Mam dość bezczynności. Zaraz mnie rozsadzi.
4 lipca - Zrobić da się wszystko, trzeba tylko chcieć: udało mi
się wydostać z kokonu. Dorwałem jednego z tych gnoi, jak spał, i dla czystej rozrywki
zgwałciłem go. Był bardziej zaskoczony, niż wściekły.
6 lipca - Chyba jest brzemienny. Wszyscy są zdziwieni obrotem sprawy.
7 lipca - Rozwiązanie już blisko. Obaj się niecierpliwimy.
23.05.1999.
Obcy aka Michał Młotek
Kontrakt
Teraz, gdy omówiliśmy już warunki umowy, wystarczy podpisać.
Tu, na kropkowanej linii.
Wspaniale. Natychmiast bierzemy się do pracy. Oczywiście rozumie Pan,
że zawierając kontrakt pozbawił się Pan możliwości współpracy z konkurencją.
Widzi Pan, jest przepis obligujący do informowania się nawzajem o zawartych umowach -
takie, niestety, mamy prawo, według którego działamy.
Mówię to, ponieważ może się zdarzyć, że strona, którą
reprezentuję, nie będzie mogła wywiązać się z zobowiązań wobec Pana. Nie, nie ma
się o co obawiać, to się zdarza niezmiernie rzadko, sam pamiętam może dwa takie
przypadki, ale sam Pan rozumie, różne rzeczy się dzieją, a nikt z nas nie jest
Wszechmocny. W takim wypadku, oczywiście, kontrakt przestaje obowiązywać, Pan nie musi
uiszczać Zapłaty. Jest tylko jeden problem. Jako że kontrakt został podpisany, do
konkurencji nie ma się Pan po co udawać, ponieważ jak już wspomniałem, nie przyjmą
do siebie. Pana z naszą stroną z kolei nic nie łączy...
Pyta się Pan, co wtedy? No cóż, pozostaje reinkarnacja...
Leszek Karlik
Hibernacja
Ciemność. Pragnienie. Ból.
Oślepiająca eksplozja bieli pod powiekami.
- I jak się czuje nasza mrożonka?
Suchość w gardle.
- Phhhhhh....
- Chcesz pić?
Zimna ciecz spływająca w dół przełyku.
- Przez pewien czas nic nie będziesz widzieć. To normalne po hibernacji.
Płynie czas, mierzony tępym, miarowym pulsem bólu pod skroniami. Wielka, jasnobiała
plama zaczyna powoli zmieniać się w kilkanaście mniejszych plam, a potem widok powoli
się wyostrza. Przed łożem hibernacyjnym stoi odziana w biały kitel lekarza osoba.
Wracają wspomnienia. Niepokój.
- Co... co ze mną?
- Zostałeś odmrożony zgodnie z ustawą 145. A jeżeli chodzi o twoją chorobę, to
medycyna rozwinęła się w stopniu wystarczającym...
Poczucie wszechogarniajacej ulgi.
- Żeby mnie wyleczyć?
- Nie. Jesteśmy stuprocentowo pewni tego, że nie da się ciebie wyleczyć.
Ręka mężczyzny podnosi się. W jego dłoni znajduje się niewielki metalowy
przedmiot.
Błysk. Huk. Ciemność.
Leszek Karlik
Prośba
[JoannaTHX] Witaj.
[TomekBOFH] Witaj, miłości moja.
[JoannaTHX] Podjęłam decyzję.
[TomekBOFH] I?
[JoannaTHX] Skorzystam z możliwości danej mi przez punkt 7 regulaminu Firmy.
[TomekBOFH] NIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
[TomekBOFH] Dlaczego? ANNA? DLACZEGO? DLACZEGO?
[TomekBOFH] Przecież wiesz, że cię kocham najbardziej na świecie.
[TomekBOFH] Zrobię dla ciebie wszystko, najdroższa.
[TomekBOFH] Ale proszę, nie rób mi tego.
* TomekBOFH pada na kolana.
[TomekBOFH] Błagam.
[JoannaTHX] Zrozum, ja juz tak dłużej nie mogę. Nie wytrzymam.
[JoannaTHX] Ja już tak dłużej nie potrafię.
[JoannaTHX] Nie potrafię.
[JoannaTHX] Kocham cię. I dlatego to robię.
[JoannaTHX] Na dłuższą metę oszczędzę ci cierpienia.
[JoannaTHX] Uwierz mi.
* JoannaTHX delikatnie obejmuje Tomka i długo go całuje.
[TomekBOFH] A więc to koniec?
[TomekBOFH] Ostatni pocałunek?
[JoannaTHX] Tak. To koniec.
[JoannaTHX] Zrób to, proszę...
* JoannaTHX wyszła z kodowanego kanału komunikacyjnego chat4512
* TomekBOFH wyszedł z kodowanego kanału komunikacyjnego chat4512
Znajdujesz się w zastrzeżonym węźle danych.
Dostęp tylko dla autoryzowanego personelu.
Login: TomekBOFH
Hasło: *********
Witamy w Węźle 54. Nieautoryzowany dostęp będzie karany śmiercią.
Badanie siatkówki w toku... identyfikacja potwierdzona. Dostęp udzielony.
[root@Node54] rm -rf /bin/SI/JoannaTHX
Czy jesteś PEWIEN? (t/N) T
Wprowadź swoje hasło aby potwierdzic polecenie: *********
Wprowadź hasło zabezpieczające /bin/SI/JoannaTHX: ******
Polecenie zatwierdzone. Wymazać katalog (t/N)? T
Katalog wymazany.
[root@node54] logout
Leszek Karlik
Księżyc
 Thomas Cartwright wyszedł z kompleksu laboratoryjnego NeoTeku w bardzo złym
humorze. Rozmowa z jego współpracownikiem, Anthonym Neero, wyprowadziła go z
równowagi. Horoskopy. Astrologia. Fazy księżyca. Co za bzdura! Thomas popatrzył na
księżyc w pełni, wiszący nad miastem. Co za bzdura, pomyślał jeszcze raz i wzruszył
ramionami. Ech, głupota ludzka nie zna granic, stwierdził, ruszając w kierunku
najbliższej stacji maglevu. Ale żeby wykształcony człowiek, biochemik, jeden z
czołowych projektantów nowych tworzyw sztucznych wierzył w takie zabobony? No cóż,
nawet na początku XXI wieku zdarzali się ludzie, którzy myśleli, że kawał martwej
skały odbijający światło Słońca może mieć jakikolwiek wpływ na czyjeś życie,
pomyślał złośliwie.
Elena Cartwright była zła. Docisnęła pedał gazu swojego samochodu, klnąc pod
nosem. Zasiedziała się z wizytą u mieszkających poza miastem rodziców i teraz
musiała wracać po zmierzchu pustą, nieznaną jej drogą, z siedzącym na tylnym
siedzeniu czteroletnim dzieckiem. Jej syn, wyraźnie zmęczony po dniu pełnym wrażeń,
cały czas strasznie marudził. W przednich światłach samochodu widać było długi,
prosty odcinek drogi. Przyspieszyła, a raczej - spróbowała przyspieszyć. Ostrzegawcze
kwilenie autopilota, który zablokował pedał gazu, zadziałało jej na nerwy. Pal
sześć ograniczenia prędkości, pomyślała ze złością i wyłączyła denerwujące
urządzenie. Pojazd zaczął przyspieszać z delikatnym szumem silniczków elektrycznych.
W pewnym momencie zauważyła, że Thomas Junior zamilkł. Pewnie usnął,
skonstatowała z uśmiechem. Rzuciła okiem w lusterko i zobaczyła Thomasa,
przyciskającego twarz do bocznej szyby samochodu. Sama zerknęła w lewo. Na jasnej
tarczy księżyca widać było się wyraźne, ruchome logo NeoTeku - niebieskie N
morfujące w czarne T. Cholera, pomyślała z mieszanką zdumienia i poirytowania, więc
to nad tym pracował ostatnio NeoTek. Czy nie ma już nic świętego? Księżyc mogliby
zostawić w spokoju. Zafascynowana, spoglądała na księżyc. Przez niecałe osiem
sekund. Zwróciła oczy na drogę w samą porę, żeby zobaczyć ostry zakręt i
wyrastające jej przed maską drzewo. Wyłączony autopilot milczał. W chwilę potem
rozpędzony do stu osiemdziesięciu kilometrów na godzinę samochód przebił barierkę.
Jasne promienie księżyca oświetlały palący się wrak.
28 marca, Warszawa, godzina 0150. Za oknem księżyc.
|