| Grzegorz Wiśniewski Wojna informacyjna
Pozwoliłem sobie w poniższym tekście zgromadzić rozmaite elementy militarne,
nie związane bezpośrednio z walką pierwszoliniową, a będące niezwykle istotną
częścią współczesnego - i zapewne przyszłego - pola walki. Ich wpływ na metody
prowadzenia wojny z pewnością jest równy temu, jaki mają nowe rodzaje broni, warto
zatem przy okazji rozważań nad przyszłością temat ten poruszyć.
I. Łączność
Od najdawniejszych czasów łączność była bodaj najważniejszym elementem
prowadzenia walki, czy to w skali taktycznej czy strategicznej. Precyzyjne informacje o
nieprzyjacielu są zupełnie nieprzydatne jeżeli nie można ich szybko i skutecznie
przekazać tam, gdzie są potrzebne. Należy oczekiwać, że w skali strategicznej środki
łączności będą odbiciem skali taktycznej, a więc tego czym dysponują poszczególne
oddziały - na tym poziomie zatem należałoby się skupić.
Radio już od niemal 100 lat jest podstawowym środkiem przekazywania informacji na
polu walki. Jest to technologia znana i dopracowana, zapewniająca odpowiedni poziom
niezawodności, podlegająca ciągłym zmianom i ulepszeniom. W tej chwili niewielkie
nadajniki mają już bardzo duże zasięgi - rzędu kilkuset kilometrów. Można
dokonywać połączeń poprzez satelity, wiszące wysoko nad polem walki i (przynajmniej
teoretycznie) poza zasięgiem przeciwdziałania nieprzyjaciela.
Rozpowszechnienie tej technologii ma także sporo minusów. Doskonale znane są sposoby
zakłócania i podsłuchiwania komunikacji. Oznaczono warunki, w których poprawna
łączność radiowa nie będzie w ogóle możliwa z powodu warunków terenowych lub
pogodowych. Co gorsza całkiem nieźle poznano też sposoby namierzania sygnału.
Korzystając z kilku namierników, systemy komputerowe mogą oznaczyć rejon, z którego
dokonywana jest transmisja, zapisać te dane na przestrzennej mapie w głowicy pocisku
(typu HARM np.) i wystrzelić go. Krótko - korzystanie z radia do transmisji ciągłych
na polu walki, jakie są wymagane np. przy dowodzeniu w pełni zautomatyzowanym sprzętem,
jest równoznaczne z włączeniem wielkiego, podświetlanego napisu 'TU JESTEM'. Nie
należy oczywiście w takim wypadku oczekiwać happy endu.
Dróg wyjścia z tej sytuacji jest kilka. Można np. ograniczyć się do krótkich,
sekundowych transmisji skompresowanych danych w losowych odstępach czasu, które byłyby
właściwie niemożliwe do namierzenia. Sposób ten dobry jest jednak właściwie tylko do
składania meldunków lub przekazywania rozkazów samodzielnym jednostkom/automatom. Nie
nadaje się jednak do zdalnego dowodzenia automatycznym czołgiem na polu walki, bo
sygnał może być zagłuszony, podmieniony przez wroga - albo też operator może stać
się obiektem ataku. Teoretycznie bezpośredni kontakt z podległymi jednostkami można
utrzymywać kontakt z satelitów - ale to wydaje się rozsądne tylko w przypadku
lokalnego konfliktu ze słabszym przeciwnikiem. W wypadku wojny totalnej satelity
niskoorbitalne z pewnością znajdą się w czołówce celów do zniszczenia.
Innym rozwiązaniem jest rozwinięcie alternatywnego systemu łączności lokalnej -
opartego na laserach. Promień laserowy, podczerwony lub nadfioletowy jest kierunkowy -
nikt poza domniemanym adresatem nie odbierze przekazu. Grupa nacierających automatycznych
czołgów może utrzymywać ze sobą stałą łączność laserową bez ostrzegania
przeciwnika o swoim istnieniu. Podobnie można kontaktować się z satelitami, pozostając
całkowicie niedostrzeżonym dla radiowych środków wykrywania przeciwnika. Laser także
ma swoje wady. Przede wszystkim wymaga istnienia nie zasłoniętej linii celowania
pomiędzy nadajnikiem i odbiornikiem, wszak promień lasera porusza się tylko po prostej.
Stąd zastosowanie tego typu łączności będzie wymagać wielu punktów transmisji -
niewielkich i będących właściwie sprzętem jednorazowego użytku głowic
nadawczo-odbiorczych, które umieszczone (narzutowo) w rozmaitych punktach pola walki
będą stanowiły przekaźniki informacji. Lasera nie można zakłócić - łatwiej już
chyba rozpylić nad polem walki chmurę stopera - jednak wiązka odpowiedniej mocy będzie
na to dość odporna. Rozwiązanie to także ma kilka wad. Największą jest z pewnością
niewielka skala działania takiego systemu - na płaskim terenie maksymalnie 24 km - do
widnokręgu (chociaż przy umieszczeniu na odpowiedniej wysokości odpowiednio dalej). W
wypadku szybkich postępów natarcia będzie to wymagało narzutowego rozmieszczania
kolejnych przekaźników. Inny problem to niewielka przydatność w terenie pofałdowanym,
o dużej ilości szczegółów terenowych (miasto, wzgórza, las), gdzie wiązki nie
będą po prostu miały szans na dotarcie do odbiornika. Niezbędne także będzie
opanowanie taniej technologii budowy przekaźników, gdyż często będą one nie do
odzyskania.
Wad powyższych dwóch systemów nie ma trzeci - łączność światłowodowa. Jest
całkowicie niewrażliwa na zakłócenia nieprzyjaciela i właściwie niemożliwa do
podsłuchania, nie potrzebuje przekaźników, no i potrafi radzić sobie w trudnym
terenie. Pojazdy/automaty połączone mogłyby być światłowodem, wystarczającym do
przesyłania dowolnych danych. I to rozwiązanie ma swoje wady - światłowód podatny
jest na uszkodzenie, no i zasięg jego wykorzystania jest dramatycznie niewielki. Wydaje
się rozsądne, że metoda ta zda się na cokolwiek jedynie w wypadku stacjonarnej obrony.
Ale czy na coś takiego można będzie jeszcze liczyć w dobie punktowych uderzeń
lotniczych?
Alternatywą może być właściwie połączenie powyższych propozycji. Wyobraźmy
sobie niewielki, drobny szybowiec, mający echo radarowe wróbla i widmo termiczne
gołębia, wiszący pod niebem na wysokości mili, spięty superlekkim światłowodem z
pojazdem kontrolnym na ziemi, i stanowiący przekaźnik laserowy/ platformę zwiadowczą.
W większości przypadków byłoby to rozwiązanie wystarczające.
II. Wykrywanie/zwiad
Od wielu już lat, od momentu wprowadzenia dwupłaszczyznowej stabilizacji armaty i
komputerów celowniczych, mawia się, że przeciwnik wykryty to przeciwnik zniszczony.
Oczywiście nie zawsze jest to prawda, jednak obserwacje rozwoju broni - zwłaszcza
pancernej - podsuwają wnioski, że w przyszłości zasada ta będzie rządzić na polu
walki. Gdy czołg/pojazd/samolot/żołnierz zostaną wykryci, natychmiast ściągną na
siebie ogień wszystkich środków ogniowych, w których zasięgu będą się znajdowali.
Ale jak będzie się prowadziło wykrywanie?
W widmie widzialnym póki co bezkonkurencyjne są ludzkie oczy. Najlepiej, gdy dowódca
może na własne oczy (choćby i na ekranie laptopa) zobaczyć co się święci. Czasem
bywa to jednak sposób zawodny. Z wielu powodów - stres, zmęczenie, niedoinformowanie.
Optyczną analizę przedpola mogłyby wziąć na siebie systemy analizy obrazu, które w
oparciu o jakieś rozwinięte formy transformaty Fouriera lub szacunkowe sieci neuronowe,
mogłyby na własną rękę dokonywać analizy tego co jest widoczne. Oczywiście
początkowo będą to jedynie funkcje doradcze, podpowiadające to, czego automaty
dopatrzyły się w obrazie. Gdy algorytmy rozpoznawania kształtów staną się już na
tyle doskonałe, że możne je będzie wprowadzić do systemów celowniczych - przełamana
zostanie pewna bariera. Z czasem człowiek przestanie być jedynym, który ma prawo
nacisnąć spust.
Z pewnością prędzej czy później zaproponowana powyżej technologia zostanie
sprzęgnięta z resztą arsenału wykrywania - na pewno z termowizją. W latach II wojny
światowej powstały pierwsze noktowizory, urządzenia pozwalające widzieć w ciemności.
Były one bardzo niedoskonałe, zajmowały dużo miejsca, wymagały odpowiedniego
zasilania oraz - co najgorsze - reflektorów oświetlających cele promieniowaniem
podczerwonym. Z biegiem czasu wraz z usprawnieniem technologii zrezygnowano z noktowizji
aktywnej (wymagającej podświetlania) na rzecz pasywnej. Niebagatelnym bodźcem był
fakt, że pojazd/ żołnierz z włączonym takim reflektorem był widoczny (a więc
podatny na zniszczenie) z bardzo dużej odległości. Następnym krokiem było odejście
od mniej skutecznej noktowizji (czyli recepcji i wzmacniania promieniowania
podczerwonego) na rzecz termowizji, technologii, w której płytka receptora, stale
schładzana ciekłym azotem, wykazywała fantastyczną czułość i rozdzielczość. I
wykrywanie termiczne obecnie idzie w tym kierunku. Rośnie rozdzielczość i czułość,
pozwalając odróżniać obiekty o temperaturze różnej od tła o jeden lub dwa stopnie.
W tej chwili wszystkie nowoczesne systemy celownicze pracują w oparciu o tę technologię
i w przyszłości rzecz będzie wyglądać podobnie. Termowizory mają także strzelcy
wyborowi oraz często dowódcy pododdziałów. Termowizja pozwala dobrze widzieć
otoczenie w dzień i w nocy, w większości warunków pogodowych oraz przez cienkie
ściany budynków. Obecnie awansowała na podstawową technologię wykrywania.
Od pewnego czasu bujnie kwitnie jednak jeszcze inna technologia - radary taktyczne.
Radary znane są już od dawna, jednak dopiero od kilkunastu lat możliwa stała się taka
ich miniaturyzacja, że coraz doskonalsze wersje umieszcza się na pojazdach. Od dawna są
one elementami obrony plot. Od kilku lat tworzy się systemy pancerza aktywnego - radar
milimetrowy, o największej obecnie skuteczności taktycznej, połączony z systemem
zwalczania rakiet przeciwpancernych. Radary są umieszczane w zasobnikach, głowicach
rakiet i bomb. Kwestią czasu stanie się opracowanie wersji jeszcze mniejszych, w które
będzie można wyposażyć każdy pojazd bojowy. Wówczas radary milimetrowe mogłyby
zapewnić w odpowiednich momentach unikalną ilość precyzyjnych informacji o polu walki,
ale.... zasadniczo radary podpadają pod tą samą klasę problemów co łączność
radiowa. Pierwsze włączenie radaru milimetrowego może być jednocześnie ostatnim. I
tutaj rozwiązaniem będzie zapewne praca impulsowa, ale tą metodą nie da się raczej
uzyskać danych taktycznych konkurencyjnych do tych, jakie zapewnia termowizja. A
przynajmniej nie zawsze.
Jest jeszcze jedna metoda wykrywania, przydatna właściwie tylko jako element systemu
ostrzegawczego lub jednorazowego środka przeciwpancernego - drgania gruntu. Można tą
metodą wykryć maszerujących żołnierzy lub przemieszczające się pojazdy. Wbrew
pozorom metoda ta ma bardzo dużą czułość. Minusem dyskwalifikującym jednak jej
zastosowania taktyczne jest jednak fakt, że w wypadku jakiejś walki, interferencje
drgań gruntu uczynią dane całkowicie niemożliwymi do interpretacji. Nada się ona
jednak do zastosowania we wszelkiego typu zasadzkach lub automatycznych minach
przeciwpancernych i przeciwlotniczych (zintegrowanych z innym typem systemu wykrywania).
Wyobraźmy sobie przeciwpancerne pociski, odpalane z prostych wyrzutni, które nagle, bez
ostrzeżenia, podnoszą się spod igliwia na dźwięk czołgowych turbin....
Zadania zwiadowcze z biegiem czasu całkowicie przejdą w ręce (?) automatów. Zadania
takie stają się coraz mniej bezpieczne, zwłaszcza przy szybkim rozwoju środków
zwalczania przeciwlotniczego. Małe, trudne do wykrycia samoloty lub szybowce, wyposażone
w aparaturę optyczno-radarową będą wisieć nad polem walki jak sępy, stanowiąc
niezłe i tanie źródło danych, którego utrata będzie przeliczalna na dolary raczej,
niż na życia żołnierzy. Z tą tezą łączy się jednak także przepowiednia
wzmożonego rozwoju środków wykrywania. Pozbycie się takich oczu będzie zadaniem
równie istotnym jak uzyskanie lokalnej przewagi powietrznej.
III. Maskowanie
Było o wykrywaniu, teraz więc czas przedstawić drugi biegun. Maskowanie. Kiedyś
było ono w niełasce. Pamiętamy historie o piechurach w niebieskich płaszczach i
czerwonych spodniach nacierających na karabiny maszynowe. Ale to już przeszłość.
Obecnie, w czasach rozwoju środków pierwszego uderzenia, które po wykryciu celu mogą
go zniszczyć jednym trafieniem, maskowanie stało się ważniejsze niż kiedykolwiek.
Czas przeżycia czołgu na polu walki liczy się w sekundach - zatem im później zostanie
taki czołg wykryty, tym większe ma szanse na zadanie strat przeciwnikowi.
Maskowanie optyczne znane jest oczywiście najdłużej. Jego idea sprowadza się do
przykrycia obiektu (stanowiska/ żołnierza/ pojazdu) czymś co upodobni go do otoczenia,
utrudniając odróżnienie od tła. Stosowano też techniki deformacji bryły, co także
miało utrudnić wykrycie/ trafienie. Prowadzone są eksperymenty z płaszczami
światłowodów, zdolnymi 'wyświetlać' obraz terenu z drugiej strony obiektu
(żołnierza/ pojazdu). Jest to chyba najdoskonalsza forma kamuflażu - w ten sposób
znika problem identyfikacji optycznej zarówno przez obserwatorów ludzkich, jak algorytmy
rozpoznawania obrazów.
Maskowanie optyczne ma jednak sens tylko wtedy, gdy możliwe jest zamaskowanie echa
termicznego, obecnie najbardziej rozpowszechnionej metody identyfikacji. Cóż z tego, że
czołgu z pięciu metrów nie można zobaczyć na własne oczy, skoro na ekranie
termowizyjnego systemu celowniczego widać go z pięciu mil? Konstrukcja czołgu powinna
wyglądać tak, że pancerz zewnętrzny jest izolowany jak skafandry kosmiczne i w miarę
możliwości chłodzony do temperatury otoczenia. To jednak nie likwiduje wszystkich
problemów. Ciepło to nadal trzeba gdzieś odprowadzać. Czołg właściwie nie mógłby
być uzbrojony w klasyczne systemy uzbrojenie (materiał miotający), ponieważ wszystkie
one produkują bardzo dużo ciepła, z którym nie bardzo jest potem co zrobić.
Alternatywą będą pociski rakietowe z odrzucanymi po użyciu zatokami (nagrzewają się
przy odpaleniu), albo broń kinetyczna o innej zasadzie działania (np. coilgun). Inny
problem to nagrzewanie się elementów układu jezdnego. Gąsiennice i koła raczej nie
dadzą się zabezpieczyć przed nagrzewaniem i będą wyróżniać się w termowizyjnych
celownikach wroga.
Sprawa z radarami ma się jeszcze gorzej. Teoretycznie produkuje się kadłuby o
niewielkich aktywnych przekrojach (chwilowo samolotów) oraz maluje je farbą
pochłaniającą część widma radarowego. Jednak w przypadku upowszechnienia się
taktycznych radarów milimetrowych, działania te okażą się jednak mało skuteczne.
Jedyna nadzieja właściwie w tym, że z uwagi na szeroką gamę skutecznych środków
namierzania emisji radarowych - korzystać z tej metody będzie się raczej rzadko.
Całkowicie poza zasięgiem pozostaje jednak kwestia blokady drgań gruntu. Czułość
osiągana nawet dzisiaj czyni podobne manipulacje raczej niewykonalnymi. Można to jednak
dość łatwo zakłócić. A w celu uniknięcia zasadzki zautomatyzowanych środków
walki, puszcza się przodem w charakterze trałowca pojazd-wabik, który fałszuje
charakterystykę drgań. Przy odpowiednim dobraniu częstotliwości powinien od
ściągnąć na siebie ogień środków przeciwpancernych i przeciwlotniczych.
IV. Dowodzenie
Klucz do zwycięstwa. Odpowiednie dowodzenie. Żeby jednak mogło być ono skuteczne
potrzebna jest dwustronna łączność z podwładnymi. Kiedyś istniał taki podział, że
do dowódcy napływają dane, a do reszty wydane przez niego rozkazy. Obecnie, wraz z
rozwojem wojskowych LANów na polu walki, coraz częściej dowódca przekazuje podwładnym
także dane. Amerykanie jako pierwsi wprowadzili na serio do armii cyfrowy LAN pola walki.
Większość pojazdów pancernych w jednostkach z tego programu jest spięta siecią
przesyłania danych. Podejście takie zapewnia wysoką samodzielność i skuteczność.
Pojawiły się głosy o potrzebie wprowadzenia systemów komputerowych pojedynczego
żołnierza, tzw. Soldier Personal Assistant, które spełniałyby rozmaite funkcje -
głównie przesyłania precyzyjnych danych o żołnierzu. Nie tylko medycznych, ale także
taktycznych. Także dowódca miałby możliwość przesyłania podwładnym szczegółowych
informacji. Taki SPA byłby elementarną częścią sieci pokrywającej pole walki.
Chwilowo jednak technologia komputerowa jest nieco zbyt ciężka i nieodporna, jak na
wymagane przez wojsko standardy. W przyszłości natomiast każdy żołnierz otrzymać
może hełm ze zintegrowanym serwerem, dokonującym na niewielkiej przyłbicy graficznych
prezentacji danych, takich jakie widać na lotniczych HUDach. Serwer zintegrowany ze
środkami łączności osobistej będzie wymieniał dane z dowództwem, pozwalając
żołnierzowi na zachowanie świetnej orientacji taktycznej. Podobne elementy występują
w chwili obecnej w części amerykańskich pojazdów pancernych, które pozwalają na
ignorowanie drakońskich wymagań odnośnie masy takiego sprzętu.
Kwestią czasu wydaje się także wprowadzenie w życie sieci WAN pola walki,
łączącej dowództwo pułku z serwerami dowództwa lotnictwa oraz artylerii,
pozwalające na ekstremalną efektywność wykorzystania tych środków walki do wsparcia
żołnierzy/ pojazdów pozostających w bezpośrednim styku z przeciwnikiem. Żołnierz
mający przed nosem natarcie przeciwnika, przekaże żądanie wsparcia wyżej, gdzie
zostanie ono szybko zanalizowane przez szacunkowe systemy taktyczne i oficerów
sztabowych, w wyniku czego podłączona do serwerów artyleria otworzy ogień dwie minuty
po żądaniu. Taka sieć okaże się wręcz niezbędna, gdy z czasem nastąpi wprowadzenie
na pole walki elementów w pełni automatycznych.
Już w tej chwili możliwe jest skonstruowanie czołgu w pełni automatycznego,
sterowanego z zewnątrz przez załogę siedzącą wygodnie za linią frontu w ciepłych
fotelach. Załoga zajmuje wszak w czołgu mnóstwo miejsca i pozbycie się jej jest
kwestią czasu. Czynnikiem, który to rozwiązanie blokuje jest niedoskonałość zdalnej
kontroli. Sygnał może być zagłuszony, zniekształcony, podmieniony przez wroga bądź
po prostu może nie być w stanie przebić się przez zasłonę terenu. Dlatego tez w
czołgu zawsze będzie potrzebny element ludzki. Element ten jednak z biegiem czasu, w
miarę rozwoju oprogramowania i czujników będzie miał coraz mniej do roboty. Jego
zdolność rozpoznawania nie będzie się mogła równać z szybkością algorytmów
rozpoznawania kształtów, jego rozkazy z szybkością działania serwomechanizmów
wieży. Stanie się po prostu niepotrzebny, a jego miejsce zajmie wieloprocesorowy
komputer, prawdopodobnie już nie cyfrowej technologii, z zapisanymi ogólnymi
dyrektywami, szacunkowym oprogramowaniem taktycznym i grupą procedur typu 'wyceluj',
'odpal i zwrot' itp. W takiej sytuacji wojskowe sieci pola walki będą niezbędne.
Co więcej automatyzacja środków walki (zwłaszcza czołgów) prawdopodobnie
spowoduje eliminację śmigłowców z roli niszczycieli, ponieważ zintegrowane systemy
celownicze pozwolą czołgom na wydajne zwalczanie śmigłowców na dużych dystansach.
V. WRE
Pod tym terminem kryje się walka radioelektroniczna - a więc wszelkiego typu walka w
eterze. Zagłuszanie od dawna jest bardzo ważnym elementem każdej operacji lotniczej i
nie tylko. Oszołomienie systemów namiarowych przeciwnika to połowa sukcesu. Jego
automatyczne środki walki zwykle pozostają wówczas całkowicie bezradne. Zagłuszanie
pozostaje jednak nieco w tyle wobec technologii komunikacyjnych, jego znaczenie może
także spaść, gdy powstaną jakieś złożone systemy namiarowe, zdolne analizować
większość sygnałów pola walki i desygnować określone źródła jako cele do
zniszczenia. Wówczas wojna przejdzie raczej w fazę 'nasłuchu', przeciwnicy będą
czekali aż ożyje jakieś źródło nadawcze, żeby móc je zniszczyć.
W sytuacji, gdy pole walki zostanie mocno usieciowione i zautomatyzowane, możliwe
zapewne staną się ataki elektroniczne na sieć przeciwnika. Prawdopodobnie będzie to
bardzo trudne i nieefektywne - wojskowi wszak lubują się w częstym zmienianiu kodów, a
te, które mamy obecnie, są mało podatne na brutal attack. Niemniej wizja ataku deck
dżokejów, jaka pojawia się w 'Neuromancerze' może nie do końca być fałszywa. Z
pewnością WANy wojskowe staną się wdzięcznym celem ataków rozmaitych czubków i
innych terrorystów, jednak nie sądzę, aby miało to jakieś drastyczne skutki.
Do istotnego środka walki urośnie wszelkiego typu broń EMP, przeznaczona do
niszczenia systemów elektronicznych. W wypadku automatyzacji broni, staną się one
naprawdę powszechne i groźne. W tej chwili trwają prace zarówno nad egzemplarzami
takiej broni (pociski i granaty EMP), jak i wielopoziomowymi systemami zabezpieczeń,
opartymi na skomplikowanych elementach elektrycznych. Ich charakterystyki wykazują, że
będą one groźne także dla ludzi.
Jeżeli oczywiście jacyś będą włóczyć się po polu walki w przyszłości.
|