Framzeta
Pismo SF FRAMLING. Numer 3 [czerwiec-lipiec 1999]

Poprzednia strona Spis treści Następna strona

Stanisław Witold Czarnecki

Zapach prochu o poranku

"Rozpalone do białości wiązki promieni niszczycielskiego światła mogły przeciąć każdą ze znanych substancji (...)." - tak wyobrażał sobie Frank Herbert laserową broń przyszłości. No cóż, akcja "Diuny" rozgrywa się w przyszłości baaardzo dalekiej. Może kiedyś rzeczywiście laser dużej mocy razem z zasilaczem będzie można nosić pod pachą. Ale czy w najbliższym stuleciu czeka nas rewolucja, w wyniku której czołgi będą siały zniszczenie na polu walki "rozpalonymi do białości wiązkami", a piechurzy zamiast zapasowych magazynków będą nosić w ładownicach wysokowydajne baterie, lub akumulatory?

Nie sądzę. Każdy nowy rodzaj broni, czy to pistolet, czy działo czołgowe, musi spełnić całą gamę wymagań ogniowych, eksploatacyjnych i technologiczno - ekonomicznych. Owszem, "pocisk" świetlny leci po trajektorii najbardziej płaskiej z możliwych, która może się całkowicie pokrywać z linią celowania. Gwarantuje to celność nieosiągalną dla pocisku przemieszczającego się po krzywej balistycznej. Ale na tym przewagi laserów się kończą. Aby uzyskać z lasera moc wyjściową gwarantującą siłę i skuteczność ognia na poziomie karabinu maszynowego, trzeba mieć do zasilania małą elektrownię, albo sporą cysternę gazu, jeśli używamy lasera chemicznego. Spróbujcie wrzucić laser do błota, upuścić go z wysokości metra na beton, walnąć nim w głowę przeciwnika i niech po tym wszystkim działa. Dla liczącego ponad pół wieku kałasza to żaden problem, pomimo że kosztuje ułamek promila ceny lasera, jaki byłby potrzebny do osiągnięcia analogicznej skuteczności rażenia. A co powiecie na ostrzelanie pozycji wroga odległych o 20 km? No właśnie, takiej sztuczki, dziecinnie prostej dla każdego działa 150 mm, lasery nie będą potrafiły NIGDY. Podobnie jak nigdy nie będą miały małej liczby części składowych o prostym kształcie, które od biedy można wykonać nawet w kuźni, ani nie będą mogły strzelać zróżnicowaną amunicją: odłamkową, burzącą, przeciwbetonową czy zapalającą.

Wszystko to jednak nie oznacza, że w dziedzinie uzbrojenia strzeleckiego i artyleryjskiego czeka nas ogólna nuda i stagnacja, w związku z czym jako fantaści, żądni nowości i gadżetów od których "oko bieleje", możemy o całej sprawie zapomnieć. Będzie w tej dziedzinie masa nowości, w tym wiele jakby wprost wyjętych z książek i filmów science-fiction. Wystarczy tylko spojrzeć na kształty niektórych modeli broni strzeleckich, pojawiających się w ostatnich latach. Prekursorem był Steyr AUG, karabin z końca lat siedemdziesiątych, który "bez charakteryzacji" zagrał np. w "Babilonie V" i ostatniej serii "SeaQuestu" (chociaż tam, nie wiedzieć czemu, strzelał lipnymi promieniami). A przecież wygląda nieomal "klasycznie" w porównaniu z HK P90, czy HK G11 w wersji ACR. Te cuda techniki z lekkich stopów i tworzyw sztucznych wyglądają jak elementy scenografii do piątej części "Obcego" i naprawdę zostały zaprojektowane i wykonane na "kosmicznym" poziomie technologii. A może ktoś życzy sobie pistolet z mikroprocesorem? Proszę bardzo! Bushman IDW ma elektroniczne sterowanie szybkostrzelności, dzięki czemu jedną ręką można z niego prowadzić celny ogień ciągły, nie będąc Arnoldem Schwarzeneggerem.

Amunicja bezłuskowa, amunicja strzałkowa, naboje tłokowe, broń na ciekły materiał pędny, karabiny o olbrzymiej szybkostrzelności (modele eksperymentalne osiągnęły 4500strz./min.!)... Zgrubne omówienie tylko najbardziej znanych "fantastycznych" wynalazków, czekających na wprowadzenie do powszechnego użytku, zajęłoby małą książkę. Ale na pewno warto wspomnieć o jednym. Czy ktoś nie pamięta tej sceny z "Piątego Elementu", w której pociski wystrzelone w przypadkowym kierunku same zakręcały i leciały do celu? Chyba wszyscy pamiętają :-). No więc ... to jest możliwe. Oczywiście nie w tak karykaturalnej formie, ale jednak. Samonaprowadzające się rakiety nikogo już nie dziwią. Pociski artyleryjskie z korekcją toru lotu, naprowadzane GPS'em, to kwestia czasu. Ale pociski z broni strzeleckiej? Tak. Już tak. W Stanach Zjednoczonych trwają próby z pociskami 12,7 mm naprowadzanymi na cel promieniem lasera. Takie pociski można wystrzeliwać ze standardowej broni tego kalibru, jak np. Barret "Light Fifty", karabin przenoszony i obsługiwany przez jednego człowieka.

Być może dożyjemy czasów, w których karabiny dla oddziałów specjalnych będą się od zabawek Gary'ego Oldmana różniły jedynie... brakiem czerwonego guzika.

P.S. lub komentarz odautorski:

Zdaję sobie sprawę, że moje zachwyty nad cudami techniki służącymi do zabijania mogą dziwnie wyglądać. Pozwolę sobie zacytować fragment wstępu do książki "Broń strzelcka XX wieku" napisany przez Iana Hogga:

"W świecie idealnym całe to bogactwo myśli konstrukcyjnej byłoby niepotrzebne. Niestety, żyjemy w takim świecie, w jakim żyjemy i nie wygląda na to, żeby za naszego żywota dużo miało się zmienić. Niezależnie od tego jakie masz, drogi Czytelniku, polityczne czy filozoficzne poglądy na wojnę i jej narzędzia, spróbuj je na chwilę odłożyć na bok i spójrz na broń jako na wytwór ludzkiego umysłu. (...) Jeżeli jakikolwiek wytwórca samochodów skonstruowałby wóz w połowie tak niezawodny jak ckm Vickersa, kierowcy nosiliby go na rękach, a mechanicy samochodowi musieli by szukać innej pracy."


 
Poprzednia strona Spis treści Następna strona