Stanisław Witold CzarneckiTwilight 2000
Wiek ołowiu i kordytu
Brian pierwszy, jak zwykle,
poczuł, że na dworze coś nie gra. Wstał od stołu, przy którym razem z Rachelą i
Kowalsky'm rozpijał drugą butelkę ruskiego koniaku i podszedł do okna. Wychodziło na
podwórze, zamknięte z czterech stron i obsadzone, tak jak cały kompleks budynków,
ludźmi Profesora, ale i tak wychylił się tylko tyle, ile musiał, żeby cokolwiek
zobaczyć. Głęboka, paskudnie zrośnięta blizna na lewej skroni stale przypominała mu,
że ostrożności nigdy dosyć.
- Co jest? - Zenek siedzący na łóżku w klasycznym zazen przerwał polerowanie
swojego Rugera i zaczął go składać szybkimi, pewnymi ruchami.
- Jakiś zamęt. Chłopy biegają we wszystkie strony, bynajmniej nie bez sensu, i
montują jakiegoś wielkiego grzmota na trójnogu. - Brian wrócił do stołu, nalał
sobie pół szklanki wódki, ale nie pił jej, tylko obracał naczynie w dłoni,
wpatrując się w bursztynowy płyn.
- Wyluzujcie się, chłopaki - Rachela była już w świetnym nastroju. - W tym hotelu
jest setka ludzi naszego nowego przyjaciela. Obronią nas, chyba, ze Ruscy z Torunia się
ruszą. Ale czego mogliby od nas chcieć Ruskie, w dodatku w nocy - zachichotała ochryple
i wychyliła do dna swoja szklankę.- Weź lepiej siadaj, Brian i się nap...
- Ciii... Słuchajcie - Brian przyłożył palec do ust.
Teraz usłyszeli wszyscy. Szum? Szelest? Stuk? Dźwięk stawał się coraz
głośniejszy. Dolatywał gdzieś z miasta. Po chwili zrozumieli. To był tłum. Tysiące
butów szurały po bruku Starówki, tysiące głosów coś skandowały.
- Co to, k..., jest? - wyszeptał Kowalsky gasząc lampę. - Zenek, co oni krzyczą?
- Krzyczą "Jeść! Jeść!"
A potem się zaczęło. Nagle. Jakaś silna, ale odległa eksplozja zatrzęsła
szybami. Na chwilę na dworze zrobiło się jasno od rac świetlnych. Bezładne,
pojedyncze wystrzały w ciągu kilku sekund zamieniły się w ogłuszającą kanonadę. Na
pierwszy plan przebijały się wybuchy granatów. W tym czasie cała czwórka leżała
już płasko na podłodze, z bronią w rękach.
Strzelanina zaczęła słabnąć po jakichś pięciu minutach. Do drzwi ich pokoju
zapukał jeden z przybocznych Profesora. Nie wszedł do środka, tylko przez drzwi
przeprosił za "niewygody" i poprosił, żeby do odwołania, dla własnego
bezpieczeństwa nie opuszczali kwatery. Nie pozostało im nic innego, jak czekać.
Strzały na mieście odzywały się jeszcze sporadycznie do trzeciej w nocy.
O dziewiątej rano przekazano im zaproszenie "od Szefa" do wspólnego
śniadania.
Profesor, jak zwykle w garniturze, jak zwykle w towarzystwie podobnego do szafy
pancernej "asystenta", był jak zwykle wylewnie uprzejmy. Zasiedli do nakrytego
białym obrusem stołu, na którym czekały już na nich tosty, masło, dżem, jajecznica
na boczku i dzbanki z kawą i sokiem pomarańczowym. Czegoś takiego nie widzieli od lat.
Wszyscy czuli ślinę napływającą do ust. Tylko kpiąco-drwiący wzrok gospodarza
powstrzymywał ich od bardziej łapczywego jedzenia. Ale i tak nakładali już sobie po
drugiej dokładce, kiedy Profesor nie skończył jeszcze pierwszej porcji. Najwyraźniej
jadał tak codziennie.
- Jak się państwu spało? - zapytał w pewnym momencie, odstawiając błękitną
filiżankę na również błękitny spodek.
- Nieźle. Ale byłoby lepiej, gdybyśmy wiedzieli, co się dzieje - odpowiedział
Kowalsky, który z racji wieku i stopnia najczęściej mówił w imieniu całej grupy.
- Zapewniam, że nic szczególnego się nie działo - profesor z uśmiechem splótł
dłonie na brzuchu. - Prędzej czy później musiało do tego dojść. Niestety, nie
mieliśmy możliwości opanować napływu uchodźców do miasta. A na przednówku,
wiadomo... Na szczęście, żaden z naszych magazynów nie ucierpiał. W porę je
zabezpieczyliśmy.
- Czy tej nocy też mamy się spodziewać dodatkowych atrakcji? - na trzeźwo głos
Racheli brzmiał jak warkot. Może nieco mało kobiecy, ale pasujący do wyrazu twarzy.
- Nie sądzę. Szacujemy, że tej nocy zginęło jakieś pięćset osób. To powinno na
jakiś ostudzić nastroje i ... na jakiś czas rozwiązać problem.
Zrozumienie, o czym mówił ten człowiek w ubraniu od Armaniego, popijający poranną
kawę z porcelanowej filiżanki, zajęło Kowalsky'emu kilka chwil. Nie dalej niż dwa dni
temu bez mrugnięcia okiem zabił maczetą czterech ludzi, odcinając im głowy, ale teraz
okazał się słabym człowiekiem. Dłonie pod stołem same zacisnęły się aż do bólu.
Zamknął oczy, starając się nie myśleć o żarciu, które w siebie wrzucał przez
ostatni kwadrans. Poczuł mdłości.
Nagle ktoś się roześmiał. Kowalsky otworzył oczy. "Asystent", stojący
do tej pory nieruchomo jak grenadier przed pałacem Buckingham, patrzył prosto na niego.
Jego płaską twarz rozciągał uśmiech, jakby politowania.
"Kiedyś cię zabiję", pomyślał Kowalsky.
- Przejdźmy do interesów - powiedział Profesor, kiwając na kelnerów, żeby
zwinęli zastawę.
***
Tak rozpoczyna się jedna z
przygód, jakie można przeżyć w świecie gry "Twilight 2000". W świecie
zniszczonym Trzecią Wojną Światową, pełnym śmierci, przemocy, głodu, chorób,
opadów radioaktywnych, łowców niewolników, samozwańczych wodzów, szaleńców,
uchodźców, zdegenerowanych maruderów i ... wódki, bo z braku ropy naftowej alkohol
stał się w nim powszechnym paliwem.
Grę wydała nieistniejąca już firma GDW. Podręcznik można nabyć wysyłkowo
poprzez WWW. W Polsce pojawiła się pewna liczba egzemplarzy, czasem na konwentach można
nabyć używany. O ile wiem, nigdy nie został przetłumaczony na polski. A chyba szkoda,
bo akcja gry dzieje się właśnie w Polsce, w roku 2000, po czterech latach wojny, która
zmieniła oblicze świata.
Jest to system dla zwolenników twardej symulacji. Kostkuje się w nim sporo, a walka
ze zrozumiałych względów odgrywa dużą rolę w większości sesji. Nieostrożni gracze
bardzo często tracą w nim swoje postacie. Może to być bardzo korzystna odmiana dla
nadmiernie przyzwyczajonych do heroic fantasy, gdzie odpowiednio "dopakowana"
postać bez problemu wytrzymuje starcie z cwałującym mastodontem. W
"Twilight'cie" można zginąć od zaostrzonego patyka.
System ma kilka niewątpliwych zalet.
Bardzo dobrze opracowany został rozdział opisujący, jak doszło do globalnego
konfliktu. Historia zaczyna się różnić od tej, jaką znamy w roku 1992, kiedy Pucz
Moskiewski, w naszym świecie nieudany, kończy się sukcesem. Autorzy systemu naprawdę
odwalili w nim niezły kawałek roboty. Widać doskonałą orientację w historii Europy,
znajomość zastarzałych konfliktów, międzynarodowych sympatii i antypatii.
Bardzo dobrze pomyślana jest mechanika gry, w szczególności generacja postaci,
system umiejętności opartych na predyspozycjach postaci oraz sposób określania
wartości, jaką musi wyrzucić na kostce gracz, aby odnieść sukces lub porażkę. Nieco
spowalnia grę duża ilość rzutów podczas bardzo intensywnej strzelaniny z użyciem
materiałów wybuchowych, ale za to efekty walk są zazwyczaj bardzo realistyczne.
Nieźle jest również opracowany świat roku 2000, w którym gracze muszą walczyć o
przetrwanie, aczkolwiek wyobrażenia amerykańskich autorów o Polsce bywają momentami
nieco naiwne.
Największa zaletą gry jest jednak jej elastyczność. Wszystko, co w praktyce okazuje
się być niewygodne, "niegrywalne", można bez problemu korygować
"online", bez konieczności tworzenia skodyfikowanych alternatywnych zasad.
Opierając się na mechanice "Twilighta", można również z wielkim powodzeniem
prowadzić grę w dowolnym, realistycznym świecie. Od pewnego czasu prowadzę równolegle
klasycznego "Twilighta" oraz, na tych samych zasadach, długą kampanię
dziejącą się "tu i teraz". Zresztą sami autorzy na końcu podręcznika
podsuwają kilka pomysłów na inne niż postwojenny światy.
Można też prowadzić sesje w bardzo różnym stylu. Od nawalanek w stylu
"Commando", do psychologicznych głębi jak w "Platoon".
Niestety, system ma tez wady. Na szczęście korygowalne.
Podręcznik sprawia wrażenie wydanego w wielkim pośpiechu. Karta postaci to niestety
jedno wielkie partactwo. Klasyfikacja umiejętności budzi w kilku miejscach poważne
wątpliwości. Pewne informacje powinny były zostać zebrane w osobne działy, a jednak
są rozrzucone po tekście, co czasem utrudnia życie. Na szczęście wszystkie tabele są
hurtem powtórzone na końcu podręcznika. Jest również indeks, który pomaga wyjść z
kłopotów.
Na koniec jedna dobra rada: Mistrz Gry powinien być oblatany w broni palnej i
wszelkiego rodzaju militariach.
Życzę wielu wstrząsających sesji, pozwalających docenić wartości humanistyczne i
piękno świata, w jakim żyjemy.
|