Framzeta
Pismo SF FRAMLING. Numer 3 [czerwiec-lipiec 1999]

Poprzednia strona Spis treści Następna strona

Grzegorz Wiśniewski

Iain M. Banks "Najemnik"
Żołnierz fortuny

Jak się tak dobrze zastanowić, to rynek książki jest u nas dość nasycony. Nie można właściwie narzekać ani na ilość, ani na jakość propozycji. Ze swojej strony zwróciłbym jednak uwagę na dość skąpą ofertę space oper. Skończył się Niven, Brin chwilowo zamilkł (jest, zdaje się, w tłumaczeniu) i, co tu kryć, nasz rodzimy autor - Tomek Kołodziejczak - mimo nagabywań fanów nie może na razie wygospodarować czasu na kolejne książki tego gatunku. W tej sytuacji rozwijający na naszym rynku skrzydła cykl Iaina M. Banksa o Kulturze ma szansę stać się sztandarowym dziełem tego gatunku. Iain M. Banks jest postacią znaną już od jakiegoś czasu. U nas ukazała się już jego głównonurtowa powieść Fabryka Os, podpisana nazwiskiem bez litery M, oraz pierwsza powieść w cyklu Kultury - Wspomnij Phlebasa. W obu dał się poznać jako pisarz zręczny, potrafiący ciekawie kreować szczegóły, korzystając przy tym z bardzo bogatego zasobu słów.

We Wspomnij Phlebasa po raz pierwszy pojawia się Kultura, pangalaktyczna wspólnota całej ludzkości, z naszego punktu widzenia powstała w bardzo odległej przyszłości. Wspólnota ta nosi wyraźne cechy komunizmu idealnego, który dla polskiego czytelnika powinien być całkiem nieźle znany - choćby z powieści "Dalekie szlaki" Sniegowa czy "Zagubionej przyszłości" Borunia i Trepki . Jej obywatelami są jednak nie tylko istoty organiczne, ale także świadome maszyny - jako że najwyższą wartością w Kulturze wydaje się być samoświadomość. Po zakończeniu opisanego we Wspomnij Phlebasa konfliktu z Idirianami Kultura stanowi niekwestionowaną potęgę w galaktyce, potęgę, z którą nic nie jest w stanie się równać.

Kultura nie jest jednak w galaktyce samotna. Obok niej istnieje wiele niezależnych związków politycznych, obejmujących planetę, dwie, system lub dziesiątki systemów. Związki te znajdują się na niższym (i to przeważnie dużo niższym) poziomie rozwoju technologicznego i społecznego, a Kultura postępuje wobec nich według schematu zbliżonego do wizji Strugackich w "Trudno być bogiem". Stworzona została nawet specjalna organizacja, zajmująca się interakcją ze światami spoza Kultury - tak zwana Służba Kontaktu.

Główną, tytułową postacią powieści, tak jak w przypadku Wspomnij Phlebasa, nie jest jednak agent Służby Kontaktu. Twardziel znany jako Cheradenine Zakalwe pochodzi z jakiejś mało istotnej planety, należącej do jednego z prowincjonalnych organizmów politycznych galaktyki - a jego współpraca z Kulturą ma charakter raczej dorywczy. Banks szkicuje tę postać ostro i z wprawą, mimo wszystko tworząc postać podobną do kreacji ze swoich poprzednich książek. Zakalwe daje się lubić - taki w końcu los książkowych twardzieli. Pełne nostalgii obserwacje, których dokonuje w otaczającym go świecie, kładą na jego los ulotny cień, który na ostatniej stronie zostaje nazwany po imieniu.

Ze strony Kultury główną bohaterką jest Diziet Sma, agentka Służby Kontaktu, długowłosa, piękna egotyczka, z jakichś powodów, dla mnie, przyznam, niejasnych, skojarzona z tytułowym bohaterem. Sma jest - jak określiłby to Le Carre - oficerem prowadzącym. Ona otrzymuje polecenia z góry, które potem przekazuje dalej. Do niej dociera polecenie odnalezienia Zakalwego i wciągnięcia do współpracy. Do niej należy też realizacja zobowiązań po zakończeniu akcji. Sma jest też właściwie jedynym - jeśli nie liczyć jej towarzysza, drony Skaffen-Amtiskaw - obywatelem Kultury, który zostaje bliżej przedstawiony czytelnikowi. Mam nadzieje, że nie znaczy to, że jest ona próbką reprezentatywną, bowiem cechuje ją dość wyraźna ksenofobia.

Te dwie postacie, w gronie wielu innych, zaplątane są w główną intrygę Najemnika. Intryga ta, przyznaję, jest bardzo błaha i nie należy oczekiwać zaskoczenia przebiegiem linii fabularnej. Sma, jako werbownik Kultury, dzięki technologicznej perfekcji swojej cywilizacji może wypełnić każde żądanie Zakalwego, żeby tylko skłonić go do współpracy. Jego żądanie nie jest wygórowane i zostaje natychmiast zaakceptowane. Zakalwe przystępuje do pracy i wykonuje ją z sukcesem.

Właściwa treść Najemnika kryje się zresztą całkowicie poza główną linią fabularną. Jest ona przekazywana czytelnikowi w plastycznych retrospekcjach, stanowiących trzeci główny wątek rozwijający się w książce. Autor na bazie gorzkich i brutalnych wspomnień, które przewijają się w tych obrazach, buduje bardzo pełny i dość fascynujący wizerunek postaci. Stara się manipulować uczuciami czytelnika, podając fakty, które stawiają pod znakiem zapytania urok bohatera, chwilami wybiegając tą grą nieco za daleko, tak że kolejne slajdy z przeszłości zachowują bardzo niewyraźną łączność z resztą historii. Widać to zwłaszcza w końcówce, gdy puenta spada na czytelnika zupełnie nagle, bez ostrzeżenia, a on zaczyna się zastanawiać, jak to możliwe, że nie zauważył jej nadejścia.

Ciekawe, że mimo wszystkich łatwych do wyliczenia plusów pisarstwa Banksa, mam do niego stosunek dość ambiwalentny. Tak myślę o Wspomnij Phlebasa i takie też jest moje zdanie o Najemniku. Powieść z pewnością jest bardzo atrakcyjna, niezbyt przeładowana akcją, ze scenerią skonstruowaną imponująco i precyzyjnie. Napisana została bogatym i ciekawym językiem. A mimo to po lekturze odczuwa się pewien niedosyt, jakby Banks postawił sobie za wysoką poprzeczkę i nie zdołał jej pokonać. Strasznie spodobało mi się prezentowanie retrospekcji w odwrotnym kierunku niż robi się to zwykle. U Banksa najpierw poznajemy wspomnienia najświeższe, potem wcześniejsze, jeszcze wcześniejsze itd. Ta luźna konstrukcja, pozwalająca na dość swobodne żonglowanie obrazami z przeszłości i współczesności bohatera, wprowadza pewien chaos. Być może przez niego właśnie efekt retrospekcji jest w końcówce słabszy, niż to było zamierzone. Mówiąc otwarcie, uznałem poczynania Zakalwego za zupełnie nieuzasadnione psychologicznie, biorąc pod uwagę przeszłość. Puenta, aczkolwiek dosadna i efektowna, dla mnie jest całkiem niedorzeczna. Ale to oczywiście tylko moje prywatne zdanie, oparte na dwukrotnej lekturze książki.

Mało wiarygodne wydają mi się także obostrzenia wykorzystania dron do zadań, jakie zwykle powierzane były Zakalwemu. Skaffen-Amtiskaw, która stale towarzyszy Diziet Smie, wydaje się odpowiednia do bardzo szerokiego wachlarza działań - od ochrony osobistej począwszy na urazowej chirurgii mózgu skończywszy. Różnice technologiczne między Kulturą i pomniejszymi wspólnotami, zwłaszcza posiadanie zaawansowanej technologii pól, czyni drony klasy Amtiskawa właściwie niewykrywalnymi - a więc odpowiednimi do wykonywania wszelkich zadań i dysponujących w razie czego odpowiednim overkillem. Polityka Kultury ogranicza jednak takie działania - z powodów w sumie dość zagadkowych.

Możliwe zresztą, że jest to po prostu jeden z elementów specjalnie tak w książce przedstawionych, bo Kultura Banksa pozostaje jednak dziedzicem wielu elementów ze starych space oper z lat 60-tych. Dokonał się oczywiście skok technologiczny w ich prezentacji oraz dodano sporo nowych pomysłów, ale wystarczy zagłębić się w ten świat, by stwierdzić, że blisko mu do dawnej fali optymistycznej sf, wg której ludzkość miała opanować kosmos i nieść przez niego kaganek oświaty i pomocy. Cóż, zobaczymy, co na to Dominium Solarne.

Na zakończenie chciałbym jeszcze skreślić kilka słów o tłumaczeniu w wykonaniu Grażyny Grygiel i Piotra Staniewskiego. Nie jestem wielkim fanem cyklu Kultury, w związku z czym rozmaite szczegóły mogły mi umknąć, jednak chciałbym stwierdzić, że powieść przełożona została bardzo ładnym, malarskim językiem. Czyni to lekturę tej powieści jeszcze przyjemniejszą i - warsztatowo przynajmniej - kształcącą. Śmiało twierdzę, że można zabrać się za Najemnika choćby dla klasy tłumaczenia.

Iain M. Banks, Najemnik (Use of weapons), Prószyński i S-ka, seria Nowa Fantastyka


Poprzednia strona Spis treści Następna strona