Niestety jest kilka ale a nawet całkiem ich sporo zacznę jednak od pozytywnych stron:
Efekty specjalne
FX-y są mocną strona Phantom Menace. Tak do końca to nie wiadomo co
jest dekoracją a co efektem komputerowym, podobnie jest z postaciami obcych. Co jest
lalką a co bitami, tego na pierwszy (a nawet na drugi) rzut oka nie można rozróżnić.
Efekty dźwiękowe
Dźwięk jest druga mocną stroną filmu. Idealnie pasuje do obrazu i
uzupełnia efekty wizualne tworząc idealną całość. Co prawda dobór akcentów do
postaci jest lekko kontrowersyjny (dla mnie) ale cóż - taki był pewnie zamysł
reżysera.
Obsada
Aktorzy nie są już niestety tak dobrzy jak efekty specjalne ale nadal
przewyższają obsadę z Epizodów IV, V i VI). Na szczególną uwagę zasługuje Natalie
Portman grającą królową Amidalę. To, że jest to młoda jeszcze dziewczynka widać
dopiero w ostatnich scenach filmu. Gra niezwykle dojrzale, a dodając do tego pewne
smaczki jej roli należy potwierdzić twierdzenie (powstałe po "Leonie"), że
mamy przed sobą wschodzącą gwiazdę ekranu. (Miejmy jednak nadzieję, że następne
części SW nie będą kręcone, tak, aby dorównać jej wiekowi).

Rozmach i reklama
Rozmach jest rzeczywiście zachwycający. Starano się pokazać wiele
rzeczy. Reklama (zwłaszcza w Internecie) pokazała co to znaczy rozbudzić nadzieję -
oby każdy dobry film miał taki fundusz na rozbudzenie nadziei.
Skoro jednak mówimy o pokazywaniu wielu rzeczy odnoszę wyrażenie,
że z jednej strony starano się pokazać jak najwięcej wątków, a z drugiej strony
spłycono fabułę. Dlaczego tak sądzę? Otóż Zło nie jest straszne. Pamiętacie Boba
Fett'a albo Jabbę? Co byście zrobili mając w ręku miotacz, którego jemu by zabrakło?
No właśnie. Natomiast w Phantom Menace Zło jest słabe i (wybaczcie mi to stwierdzenie)
odpustowe. To pierwsza słabość.
Druga słabość
Yoda. Wygląda jak gumowa lalka (mimo tego co było powiedziane
powyżej o FX-ach). W porównaniu do innych postaci jest straszliwie sztuczny. Jedyną
bardziej sztuczna osobą jest mały osobnik gatunku Greedo. Nie jest jednak najgorszą
rzeczą.
Scenariusz
Wygląda on na dzieło kogoś, kto serie Gwiezdnych Wojen zna tylko ze
słyszenia lub (co gorsza) z apokryfów, dumnie zwanych książkami traktującymi o tym
świecie. Podstawowe rzeczy się gryzą ze sobą jak wściekłe psy. Mam podać
przykłady? Proszę bardzo (nie są to jednak psujaki psujące przyjemność oglądania
filmu):
- sposób na wykrycie potencjalnego Jedi
- czynnik decydujący o szkoleniu kogoś (lub nie) na rycerza Jedi
- debilizm Wysokiej Rady Jedi
- to się kupy nie trzyma! Akcja filmu opiera się na pewnym wydarzeniu - Zło próbuje
wygrać. Zło zostaje zażegnane i co? I nic! Winnym pogrożono palcem i puszczono wolno.
To, że ktoś zginął nie liczy się. To, że bezpieczeństwo bezbronnych planet zostało
zagrożone to nic. Nikt nie przejmuje się tym, że stworzono niebezpieczny precedens.
Spokojnie wracajcie, mówi się agresorom, i nie róbcie tego więcej. Oto cała reakcja.
To że przedtem się mówi że całość ataku nie ma sensu już nikogo nie obchodzi. Nikt
się nie interesuje kto zyskał na całej tej sytuacji (a jest taka osoba, która
wygrywała bez względu na to co się stało) - to jest polityka? Jeśli tak, to polski
parlament w piętnaście minut wykryje więcej rzeczywistych spisków niż Spęd
Senatorów Galaktyki w piętnaście lat. Pięć (tak PIĘĆ) minut po zakończeniu filmu
ma się wrażenie, że galaktyką żądzą debile i przeciętny dziesięciolatek by
spokojnie ich zdeklasował pod względem intryg.
Jeśli ktoś się zdecydował, że jednak nie ma sensu iść, to będę
mimo wszystko protestował. Film OGLĄDA się świetnie. Nie myśl - oglądaj. A wtedy
wszystko będzie dobrze. Pod względem wizualnym jest wspaniale.
Jeśli nadal masz wątpliwości to mam dla ciebie jeden argument -
(SPOILER) walka jednego z Mistrzów Jedi i jego ucznia z uczniem Ciemnej Strony Mocy. Za
tą walkę warto było dać 80$ (biletów nie było już w kasie). Jest piękna. Oni nie
walczą - oni tańczą. Jednak potknięcie oznacza śmierć. To jest jednak nieważne.
Każda chwila tego tańca jest warta całe to życie. To sama esencja życia - każdy
żyje by tańczyć ze śmiercią, tańczy, by umrzeć - a po tym, jak umiera można
zobaczyć do której strony należy.
Szkoda, że uczeń Ciemnej Strony został potraktowany tak ogólnikowo.
Bez szkody dla filmu można go było spokojnie wyciąć. To, że się pojawia nie wzbudza
żadnego (powtarzam ŻADNEGO) niepokoju u Rady Jedi, chociaż powinno. Jest jednak na to
wszystko wytłumaczenie: oni (tak jak i my) wiedzą do czego to wszystko doprowadzi...
Jeśli jesteś fanatykiem, to przygotowano dla ciebie kilka bardzo
interesujących nawiązań, przy których spadniesz z fotela. Dla tych smaczków również
warto się udać i obejrzeć ten film.
Hmmm... tak na koniec obserwując to co się dzieje w Polsce,
wnioskując z tego co wyczynia ksiądz Rydzyk i diecezja gdańska to nie sądzę,
żebyście jednak obejrzeli Star Wars Episode I. Babcie dewotki zablokują kina, a radio
Maryja doprowadzi do szybkiego zejścia filmu z ekranów... Dlaczego? Mam nadzieję, że
zobaczycie.
Podsumowując: jeśli spodziewacie się że Phantom Menace dostanie
więcej niż jednego Oskara (za efekty specjalne), to możecie to sobie wybić z głowy i
iść obejrzeć, jeśli chcecie wiedzieć jak to się zaczyna - idźcie ze spokojem,
jeśli byliście na familijnym filmie "Lost In Space" i się wam podobał, to
stańcie na głowie, zdobądźcie bilety dla siebie, współmałżonka i dziecka i
naszykujcie się na kawałek świetnego kina...