| LV 426 The Matrix
Czym jest rzeczywistość,
która nas otacza? Tym, co widzimy. Tym, co czujemy. Tym, czym myślimy, że jest.
Schemat to ograny, jeśli chodzi o fantastykę.
Oczywiście było to także u Stanisława Lema - opowiadanie o profesorze Corcoranie i
jego skrzyniach. W fantastyce filmowej motyw zafałszowania obrazu świata nie był już
tak chętnie wykorzystywany. Może dlatego, że to temat trudny, może dlatego, że na
efekty funduszy nie starczało. A może dlatego, że nie wiadomo było, na czym oprzeć
taki film. Do chlubnych wyjątków należą między innymi "Oni żyją" oraz
"W paszczy szaleństwa" (to, że oba filmy są autorstwa Johna Carpentera, to
oczywiście przypadek).
Do tego grona może spokojnie dołączyć film "The Matrix" panów Andy'ego i
Larry'ego Wachowskich. Jako że w roli głównej występuje Keanu Reeves, istnieje
nadzieja, że film ten trafi również na polskie ekrany (tak, to jest zamierzona
złośliwość w stronę dystrybutorów filmów). Na swoje szczęście widziałem trailer,
który na tyle mnie zaciekawił, że przebolałem pewne trudności i obejrzałem ten film.
Ciężko będzie napisać recenzję nie zdradzając pewnych rzeczy, ale spróbuję.
Jest rok 1999 - świat jaki jest, każdy widzi. Niestety, do świetlanego obrazu
świata nie pasują niektórzy osobnicy - wiecznie niezadowoleni, wiecznie szukający
dziury w całym. Takich należy usuwać ze zdrowego ciała społeczeństwa. Niestety, owe
szumowiny nie są bezbronne - jedna dziewczyna zabija w mgnieniu oka pięciu uzbrojonych
policjantów. Walka z takimi osobami wydaje się z góry skazana na niepowodzenie. Na
szczęście istnieją Agenci - wyszkoleni do walki z takim właśnie przeciwnikiem. W nich
cała nadzieja na utrzymanie tego świata w całości.
To oczywiście nie jest jedyny wątek filmu. Ale całości zdradzić, naturalnie, nie
mogę.
Według mnie to najlepszy film z
gatunku cyberpunka ostatnich lat. Jest w nim zachowany charakterystyczny klimat Gibsona i
Sterlinga. W porównaniu z "The Matrix" "Johny Mnemonic" niech się
schowa i długo głowy nie wychyla.
O czym jednak film traktuje? O uniwersalnych sprawach: czy człowiek woli żyć w
błocie i pyle, ale z wiedzą, że nie jest oszukiwany, czy w bogactwie, ze
świadomością kłamstwa przed oczami? Każdy może wybierać - o ile ma tę szansę.
Film jest pełen efektów specjalnych wykraczających ponad przeciętność, muzyka
tworzy jedną całość z obrazem. Do gry aktorów niewiele można mieć zastrzeżeń.
Jednak nie jest to film, który w pełni mnie zadowala. Jest kilka rzeczy, które niestety
trochę brużdżą w ogólnym wizerunku. Oto one: scenariusz (w niektórych miejscach)
jest przewidywalny aż do bólu, postacie są papierowe i czarno-białe, niektórzy w tym
filmie są tylko po to, aby zginąć (i to się niestety widzi od razu). Jako że jest to
film akcji, jest w nim sporo sekwencji walk (zarówno strzelanina jak i kopanina), co, o
ile wiem, dla wielu będzie stanowiło dużą zachętę ("Blade" klapy w końcu
nie zrobił...).
Mimo swoich potknięć film jest wart obejrzenia. Według mnie stanowi on powrót kina
fantastycznego na drogę popularności. Stanowi udane połączenie atrakcyjności dla
widza typowych filmów rozrywkowych (takich jak np. "Szklana pułapka") oraz
widza fantastyki filmowej (typu "12 Małp"). Jeśli mogę was jeszcze jakoś
zachęcić, to spróbuję w ten sposób: dla fanów fantastyki "The Matrix" to
wielka uczta smaczków. Wyłapywanie nawiązań do książek i filmów (których jest
całkiem sporo) to zabawa, która (dla fanatyków fantastyki) podnosi jeszcze wyżej
poziom tego filmu.
Podsumowując - jeśli oceniałbym go w skali 1-10, to otrzymałby 8,5. Jednym słowem
- warto iść i obejrzeć. Być może to film, który zostanie okrzyknięty (podobnie jak
"Kruk") kultowym. Czas pokaże....
PS. A okularki przeciwsłoneczne mają zajebiste...
|