Framzeta
Pismo SF FRAMLING. Numer 3 [czerwiec-lipiec 1999]

Poprzednia strona Spis treści Następna strona

LV 426

The Matrix

Czym jest rzeczywistość, która nas otacza? Tym, co widzimy. Tym, co czujemy. Tym, czym myślimy, że jest.

Schemat to ograny, jeśli chodzi o fantastykę. Oczywiście było to także u Stanisława Lema - opowiadanie o profesorze Corcoranie i jego skrzyniach. W fantastyce filmowej motyw zafałszowania obrazu świata nie był już tak chętnie wykorzystywany. Może dlatego, że to temat trudny, może dlatego, że na efekty funduszy nie starczało. A może dlatego, że nie wiadomo było, na czym oprzeć taki film. Do chlubnych wyjątków należą między innymi "Oni żyją" oraz "W paszczy szaleństwa" (to, że oba filmy są autorstwa Johna Carpentera, to oczywiście przypadek).

Do tego grona może spokojnie dołączyć film "The Matrix" panów Andy'ego i Larry'ego Wachowskich. Jako że w roli głównej występuje Keanu Reeves, istnieje nadzieja, że film ten trafi również na polskie ekrany (tak, to jest zamierzona złośliwość w stronę dystrybutorów filmów). Na swoje szczęście widziałem trailer, który na tyle mnie zaciekawił, że przebolałem pewne trudności i obejrzałem ten film.

Ciężko będzie napisać recenzję nie zdradzając pewnych rzeczy, ale spróbuję.

Jest rok 1999 - świat jaki jest, każdy widzi. Niestety, do świetlanego obrazu świata nie pasują niektórzy osobnicy - wiecznie niezadowoleni, wiecznie szukający dziury w całym. Takich należy usuwać ze zdrowego ciała społeczeństwa. Niestety, owe szumowiny nie są bezbronne - jedna dziewczyna zabija w mgnieniu oka pięciu uzbrojonych policjantów. Walka z takimi osobami wydaje się z góry skazana na niepowodzenie. Na szczęście istnieją Agenci - wyszkoleni do walki z takim właśnie przeciwnikiem. W nich cała nadzieja na utrzymanie tego świata w całości.

To oczywiście nie jest jedyny wątek filmu. Ale całości zdradzić, naturalnie, nie mogę.

Według mnie to najlepszy film z gatunku cyberpunka ostatnich lat. Jest w nim zachowany charakterystyczny klimat Gibsona i Sterlinga. W porównaniu z "The Matrix" "Johny Mnemonic" niech się schowa i długo głowy nie wychyla.

O czym jednak film traktuje? O uniwersalnych sprawach: czy człowiek woli żyć w błocie i pyle, ale z wiedzą, że nie jest oszukiwany, czy w bogactwie, ze świadomością kłamstwa przed oczami? Każdy może wybierać - o ile ma tę szansę.

Film jest pełen efektów specjalnych wykraczających ponad przeciętność, muzyka tworzy jedną całość z obrazem. Do gry aktorów niewiele można mieć zastrzeżeń. Jednak nie jest to film, który w pełni mnie zadowala. Jest kilka rzeczy, które niestety trochę brużdżą w ogólnym wizerunku. Oto one: scenariusz (w niektórych miejscach) jest przewidywalny aż do bólu, postacie są papierowe i czarno-białe, niektórzy w tym filmie są tylko po to, aby zginąć (i to się niestety widzi od razu). Jako że jest to film akcji, jest w nim sporo sekwencji walk (zarówno strzelanina jak i kopanina), co, o ile wiem, dla wielu będzie stanowiło dużą zachętę ("Blade" klapy w końcu nie zrobił...).

Mimo swoich potknięć film jest wart obejrzenia. Według mnie stanowi on powrót kina fantastycznego na drogę popularności. Stanowi udane połączenie atrakcyjności dla widza typowych filmów rozrywkowych (takich jak np. "Szklana pułapka") oraz widza fantastyki filmowej (typu "12 Małp"). Jeśli mogę was jeszcze jakoś zachęcić, to spróbuję w ten sposób: dla fanów fantastyki "The Matrix" to wielka uczta smaczków. Wyłapywanie nawiązań do książek i filmów (których jest całkiem sporo) to zabawa, która (dla fanatyków fantastyki) podnosi jeszcze wyżej poziom tego filmu.

Podsumowując - jeśli oceniałbym go w skali 1-10, to otrzymałby 8,5. Jednym słowem - warto iść i obejrzeć. Być może to film, który zostanie okrzyknięty (podobnie jak "Kruk") kultowym. Czas pokaże....

PS. A okularki przeciwsłoneczne mają zajebiste...


Poprzednia strona Spis treści Następna strona