| Magdalena Fabrykowska Half-Life,
czyli pechowy dzień pewnego fizyka
Gordon Freeman, szeregowy
pracownik militarnego kompleksu badawczego Black Mesa, tego dnia ma wyjątkowego pecha.
Spóźnia się do pracy i musi wysłuchiwać wymówek szefa i kolegów. Doświadczenie,
które przeprowadza, nie udaje się, a na domiar złego w jego efekcie laboratorium
zaczyna wyglądać jak w najgorszych koszmarach sennych. Z ciemnych kątów wychodzą
paskudne (i oczywiście niebezpieczne) stwory, wszędzie walają się trupy, a wezwani na
pomoc marines najwyraźniej mają za zadanie strzelać do wszystkiego, co się rusza.
Zadaniem gracza będzie oczywiście wcielenie
się w postać Gordona Freemana i z pomocą kolegów oraz własnego instynktu
samozachowawczego wyniesienie własnej głowy (i reszty) w całości. A że przy tym
trzeba jeszcze uratować świat, dowiedzieć się, kto i dlaczego dybie na naszą
(waszą?) głowę oraz co tak naprawdę stało się w laboratorium...? Cóż, kto kazał
wam pracować w tajnym kompleksie badawczym?
Jeżeli ktoś oczekiwał
strzelanki typu "co do nogi", to srodze się zawiedzie. Niektóre postacie są
wręcz niezbędne do dalszych postępów w grze. Informują nas o obecnej sytuacji lub
pomagają znaleźć wyjście. Spragnieni wrażeń gracze będą jednak mieć na osłodę
całą rzeszę przeciwników. Nie muszę chyba dodawać, że bardzo inteligentnych.
Potwory bynajmniej nie mają w zwyczaju pakowania się pod celownik. Pojawiają się
znikąd i atakują grupami z zasadzki, wybierając najbardziej niefortunny dla gracza
moment. Podobnie ma się rzecz z marines, którzy wystawiają czaty i nawołują się
przez radio. Jeden niefortunny ruch i już cały oddział wie, gdzie jesteś!
Mocno podrasowana inteligencja przeciwnika to oprócz niesamowicie wciągającej
fabuły jeden z najbardziej istotnych atutów gry. Szanse gracza na przeżycie nieznacznie
wzrastają dzięki wyposażeniu. Tak, to nie pomyłka. Piszę "nieznacznie",
gdyż poziom trudności, nawet tak zwany "easy", ciężko nazwać dobrze
rokującym dla gracza. Oprócz ciężkiego kombinezonu ochronnego mamy do dyspozycji 14
broni pogrupowanych w 5 kategorii, od najprostszego łomu po materiały wybuchowe. Także
amatorzy zagadek będą usatysfakcjonowani. Niektóre pomysły scenarzystów są,
powiedzmy, dość nietypowe, a najprostsza zasada "znalazłeś przycisk, to
naciśnij" nie zawsze się sprawdza.
To, co wzbudziło we mnie
największy podziw, to dopracowanie szczegółów i niesamowity klimat gry. Niezła
grafika w połączeniu z odpowiednio dobranymi dźwiękami sprawia niesamowite wrażenie.
Mroczne korytarze, ciasne przejścia, trzaski elektryczności i tajemnicze szepty... Ech,
można się poczuć jak Ripley w bazie opanowanej przez Obcych. I nie jest to skojarzenie
przypadkowe. Sceneria częściowo została zapożyczona z "Aliens".
Sprawiedliwie jednak muszę dodać, że twórcom nie brakowało także własnych
pomysłów. A zresztą - popatrzcie na shoty.
Aby w pełni delektować się grą, niezbędna jest bardzo dobra znajomość
angielskiego. Teksty postaci bardzo często niosą istotne dla gracza wyjaśnienia lub
informują o zagrożeniu (naprawdę, dla własnego dobra należy uważnie słuchać
marines!). Często bywają wręcz zabawne.
Posiadaczy słabszych komputerów powinny ucieszyć dość niewygórowane, jak na
obecne standardy, wymagania:
- Windows 95/98 lub Windows NT 4.0
- Pentium 133+, 24 MB RAM
- SVGA, w trybie high color (16-bit)
- CD-ROM podwójnej prędkości
- karta dźwiękowa kompatybilna z Windows
- mysz, klawiatura.
Half-Life to jedna z najlepszych gier, w jakie zdarzyło mi się grać. Przyznany przez
PC Gamer tytuł gry roku 1998 jest w pełni zasłużony. Gorąco polecam!
|